„Małe Wielkie Rzeczy” Henry’ego Fraser’a – Recenzja

Udało mi się otrzymać przedpremierowo książkę, której oficjalna premiera zaplanowana jest na 19 września, nakładem wydawnictwa Insignis. „Małe wielkie rzeczy” autorstwa Henry’ego Fraser’a, jest to opowieść o wdzięczności oraz sile tkwiącej w każdym z nas – sile, która pokona największe trudności. To motywacyjna książka, do której przedmowę napisała sama J.K. Rowling. Według niej to jedna z najbardziej niezwykłych osób jakie spotkała.

Opowiada ona o 17 letnim i pełnym energii Henry’m, który zapowiada się na sportowca, gracza rugby, który otrzymał stypendium sportowe, a który w skutek nieszczęśliwego wypadku – złamał kręgosłup skacząc do wody. Mówi o jego wzlotach i upadkach oraz próbie odnalezienia się w nowej rzeczywiści.

Z jednej strony opowiada o nadziei i wdzięczności za każdy dzień życia. Przedstawiając idealistyczny obraz świata, który zsyła nam różne możliwości, które wystarczy tylko dostrzec i wykorzystać. Historia Henry’ego pokazuje w jak bardzo trudnej sytuacji może się znaleźć człowiek i paradoksalnie, jak taka trudna sytuacja może ujawnić nasze ukryte talenty.

Opowiada również o sile rodziny, miłości rodzicielskiej i braterskiej bez której Henry by sobie nie poradził. Opisuje również ludzi dobrej woli oraz system opieki i wsparcia obecny w Anglii, który umożliwił mu start w nowe życie mimo paraliżu od szyi w dół.

Henry Fraser
Małe Wielkie Rzeczy – Henry Fraser

Niestety różnice pomiędzy angielskim, a polskim systemem opieki i wsparcia chorych są olbrzymie i wybijają się na pierwszy plan.

Być może jest to kwestia tego, że Henry jest Anglikiem i cała opieka i system wsparcia w Anglii wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce.

Pierwszym przykładem z brzegu jest dostosowanie mieszkania do potrzeb Henry’ego, jeszcze przed jego powrotem ze szpitala do domu, który jak można wywnioskować został zrobiony dzięki pomocy społecznej. Niestety w naszym kraju sprawa dostosowania mieszkania spoczywa głównie na samym chorym i jego rodzinie. Możliwości dofinansowania takich rzeczy przez państwo bardzo często są okrojone, a procedury uzyskania refundacji kosztów dostosowania mieszkania są niemiłosiernie długie.

Kolejnym dość mocnym przykładem może być szkoła, która specjalnie dla Henry’ego przystosowała akademik i jego pokój, a on sam miał osobistego asystenta oraz asystentkę pomagająca mu podczas zajęć – co dla mnie osobiście było by szczytem marzeń za moich studenckich czasów.

Moje studia niestety wyglądały dużo gorzej. Audytoria na półpiętrach, na które nie dojeżdżały windy. Co semestralne pisma do dziekana z prośbą aby zajęcia nie odbywały się na półpiętrach, które były olewane każdorazowo. Nie wspominając o łazience zamykanej na kluczyk który dzierżony był z dumą przez sprzątaczki i za potrzebą należało przejechać nawet 3 piętra aby się dostać do pokoju socjalnego po upragniony klucz.

Dobrze było jak był w tym pokoju, gorzej jednak gdy sprzątaczka z nim wyszła i należało jej szukać na każdym piętrze po kolei z pełnym pęcherzem. A gdy została już znaleziona, to czekała mnie jeszcze podróż na odpowiednie piętro do toalety.

O osobistym asystencie czy asystentce podczas zajęć też nie było co marzyć podobnie jak o przystosowanym akademiku.

Uznacie mnie teraz pewnie za „czepialskiego”, ale opisy realiów w Anglii w stosunku do sytuacji obecnej w Polsce są diametralnie różne, a polski system opieki i wsparcia wygląda blado, zastanawiam się wręcz czy jakiś w ogóle jest?

Subiektywne odczucia

Opinia może jest podyktowana tym, że sam jestem osobom z niepełnosprawnością, która żyje z nią już ponad trzy dekady przez co dylematy głównego bohatera nie są mi obce. Przerobiłem je na własnej skórze w najróżniejszych kombinacjach, niezależnie czy to pobytu w szpitalach, w sanatoriach, w przychodniach, wizyty lekarskie, psycholodzy „mający mi pomóc”, służba zdrowia kładąca kłody pod nogi – w moim przypadku pod kółka – czy czasy edukacji, chwile użalania się nad sobą bądź momenty nadziei i wiary w lepsze jutro.

Być może to jest dla mnie powodem, dla którego wszystkie kwestie poruszone w książce nie są dla mnie żadnym odkryciem – moje codzienne problemy są bardzo podobne. Momentami miałem wręcz wrażenie, że czytam o sobie, a nie o Henry’m.

Czy książkę warto przeczytać?

Moim zdaniem tak, nie jest ona niczym odkrywczym zwłaszcza dla osób niepełnosprawnych, ale może być dobrą lekturą dla wszystkich innych chcących poznać bliżej codzienne życie i zmagania osób z niepełnosprawnością ruchową. Może im pomóc zrozumieć nasze życie, nasze postrzeganie świata czy naszą perspektywę.

A sama historia Henry’ego może stanowić świetny przykład osoby, która mimo przeciwności losu robi wszystko żeby żyć pełnią życia, co może być niezła motywacją szczególnie gdy uświadomimy sobie, że Henry będący dobrze zapowiadającym się sportowcem stracił wszystko w ciągu sekundy i będąc sparaliżowanym od szyi w dół musiał nauczyć się żyć na nowo.

Łukasz Kufta

Jestem facetem ze Śląska, który nie boi się rzeczywistości. Nie jestem podatny na środowisko. To JA je tworzę. Jestem młodym przedsiębiorcą, człowiekiem z IT, skoczkiem spadochronowym i osobą niepełnosprawną, której osiągnięcia są połączeniem marzeń i determinacji. Przypadek dla mnie nie istnieje, a szczęście, które znam, to te, które jest efektem mojej ciężkiej pracy.

You May Also Like

Szczęście – Czyli 10 zasad życia szczęśliwego człowieka

Jak i dlaczego trafiłem do branży IT?

Jesteś niepełnosprawny i szukasz pracy? Nie popełnij mojego błędu!

Jak powstała Podniebna Drużyna Fundacji SMA?