Dlaczego pierwszy skok spadochronowy odmienił moje życie?

66

Mówi się, że w życiu każdego człowieka bywają chwile przełomowe, które potrafią odmienić życie o 180 stopni. Taką moja chwilą, która odmieniła nie tylko moje życie, ale całego mnie – był pierwszy skok spadochronowy wykonany na Strefie Silesia w Gliwicach, w dniu 6 września 2014 roku – jest to jedna z tych dat, których się nie zapomina. Dzień, w którym zatrzymał się mój świat, po czym zaczął kręcić się w odwrotną stronę.

Dlaczego zdecydowałem się na skok spadochronowy?

Teraz nie będzie wesoło, będzie smutno i o śmierci, ale od tego wszystko się zaczęło w 2013 roku. A był to trudny rok, wręcz cholernie trudny dla mnie. Najpierw odeszła bardzo bliska mi osoba, która zwiedziła w praktyce cały świat, a po wylądowaniu w Polsce, podczas powrotu z lotniska do mieszkania zginęła w wypadku samochodowym. Była to osoba, przy której nie było niepełnosprawności, a wózek był niczym dodatek, niczym zegarek do ręki. W tym samym roku umarło, ze względu na postęp choroby, troje moich dobrych znajomych cierpiących na SMA podobnie jak ja. Natomiast ja sam dostałem zapalenia płuc, z którego nie wiem jakim cudem wyszedłem.

Był to trudny czas. Pełen smutku i beznadziei, który uświadomił mi jak ludzkie życie potrafi być kruche i niesprawiedliwe. Ta cała seria nieszczęść w swoim smutku, żalu i bezsilności dała mi naprawdę dużo do myślenia. Ukształtowała mnie, wręcz uświadomiła mi, że moje obecne życie nie jest takie jakie bym chciał aby ono było. Tak, jestem chory na SMA i tego nie zmienię, ale mam przecież wolną wolę i wpływ na to jak to życie przeżyje. Czy będę wegetował w czterech ścianach czekając na śmierć czy ruszę dupę i wyjdę z domu próbując żyć inaczej.

Zacznijmy od początku czyli najpierw plan działania

Z racji swojej pracy i zawodu, do wszystkiego podchodzę zadaniowo, określam cel i poszczególne etapy, które mnie do niego mają doprowadzić. Wiem, dziwne to jest, ale wbrew pozorom jest to skuteczne skrzywienie zawodowe każdego informatyka, pracującego w Software House’ach – tam liczy się cel, etapy zwane też sprintami, w ramach których wykonuje się taski (pojedyncze zadania). W ten sposób buduje się zaawansowane technologicznie platformy czy oprogramowanie, przy którym potrafi pracować nawet kilka tysięcy programistów jednocześnie. W ten sposób tworzy się małe kawałki, które następnie składa się razem niczym klocki LEGO, z których wychodzi działająca aplikacja.

Moim celem był skok spadochronowy – moje marzenie od dawna. Skok miałem wykonać razem z osobą, która niestety zginęła w wypadku samochodowym tego feralnego 2013 roku. Dodatkowo, będąc zamkniętą w sobie osobą – wybieram sobie za pierwszy cel od razu skok ze spadochronem – z perspektywy czasu było to totalne szaleństwo, które się opłaciło i okazało się najlepszą decyzją w moim pokręconym życiu.

Przygotowania do skoku spadochronowego

Cztery lata temu nie było łatwo skoczyć osobie niepełnosprawnej. A osoba chora na SMA, będąca osobą wiotką, ze skoliozą i deformacjami klatki piersiowej to już w ogóle hardcore i abstrakcja. Mało który instruktor na świecie by się odważył wykonać taki skok a co dopiero w Polsce.

Nic nie jest podawane na tacy – każdy zawsze trafia na jakieś przeszkody po drodze. Kiedy się pojawią, zastanów się jak je pokonać, a nie myśl o tym, że to już koniec drogi.

Michael Jordan

Nie poddałem się i dzwoniłem do każdej strefy zrzutu, którą znalazłem w internecie oraz kontaktowałem się z każdą osobą niepełnosprawną w Polsce jak i na świecie, o której znalazłem informację, że wykonała skok spadochronowy. Przekopałem cały internet wzdłuż i wszerz pod kątem skoków tandemowych z osobami z niepełnosprawnością. Analizowałem również całą procedurę samego skoku pod względem przeciążeń i bezpieczeństwa osób z SMA – aż w końcu udało się! Zajęło mi to dobre ponad 6 miesięcy, ale znalazłem strefę i instruktorów, którzy podjęliby się wykonać skok spadochronowy w tandemie ze mną.

Dzień przekraczania granic niemożliwego

Rano, w dniu skoku, a właściwie już kilka dni przed datą pierwszego skoku, gdy doszło do mnie co ja właściwie chcę zrobić – zaczął się stres. Nie, żebym się bał skoku, wręcz przeciwnie, nie mogłem się go doczekać. Byłem do tego stopnia zmotywowany do skoku, że nawet jakbym złamał nogi przy lądowaniu, to byłbym szczęśliwy – jakkolwiek to idiotycznie brzmi. Stresem był fakt, że może nic nie wyjść z mojego skoku. Jadąc już na strefę, nie wiedziałem czy skoczę. Miałem ubrać kombinezon i uprząż czy będzie w ogóle możliwość oddania skoku spadochronowego – do tego momentu nie było nic przesądzone.

Gdy ubrałem kombinezon, gdy uprząż była już na mnie i pasowała – wtedy wiedziałem, że dzisiaj jest ten dzień, że zaraz zrobię coś niesamowitego. Nie spodziewałem się tylko, że będzie to początkiem tak niesamowitej przygody, która odmieni całe moje życie.

Chwila skondensowanej wolności

Gdy byłym już gotowy i w pełnej uprzęży – pada fundamentalne pytanie „- To co, skaczemy?”. Po chwili byłem już w samolocie! Do teraz pamiętam tą mieszankę adrenaliny, strachu i szczęścia w jednym, jest to nawet trudne do opisania słowami. Ja chyba nie potrafię tego zrobić, to jest taki ogrom najróżniejszych i często skrajnych emocji, że musicie to przeżyć osobiście – ja mimo, że opisuję skok wykonany 4 lata temu, to dalej nie jestem w stanie dobrać odpowiednich słów albo takie po prostu nie istnieją.

A sam skok, moment otwarcia drzwi, wystawienia nóg poza samolot i świadomość, że do ziemi masz 4.000m i zaraz wyskoczysz z samolotu lecącego z prędkością 280km/h by potem poczuć swobodne spadanie będące chwila skondensowanej wolności, w trakcie której osiągasz prędkość ponad 200km/h – czyste szaleństwo, które odmienia człowieka na zawsze!

Skoki spadochronowe są dla nas, osób niepełnosprawnych taką niesamowitą namiastką wolności, której na co dzień nie doświadczamy. Nasze życie, nasza szara codzienność kręci się głównie wokół rehabilitacji i pracy – bez której nie bylibyśmy w stanie opłacić kosztów rehabilitacji czy leków. Nie ma tutaj co strugać bohatera – rzeczywistość osób chorych na SMA jest jak skok z 4.000m z tą tylko różnicą, że bez spadochronu bo SMA jest śmiertelną chorobą postępującą. Naszą jedyną nadzieją na bezpieczne lądowanie jest refundacja leku na SMA, którego kuracja kosztuje 2 mln zł w pierwszym roku leczenia oraz 1,5 mln zł w każdym następnym.

Pierwszy skok odmienił moje życie!

Z perspektywy czasu, mój pierwszy skok spadochronowy był czymś niewyobrażalnym. Złamałem dosłownie granice trzymające osoby z SMA na ziemi. Od jednego mojego szalonego pomysłu na skok spadochronowy, uruchomiła się lawina możliwości i działań. Zacząłem samemu organizować skoki tandemowe dla osób z różnym rodzajem niepełnosprawności. Następnie moja pasja zmieniła się w projekt Podniebnej Drużyny Fundacji SMA, w ramach której organizujemy coroczną akcje „O Skok Od Leku”. Trafiłem do gazet i telewizji, a nawet miałem pierwsze wejście LIVE w programie Zielone Drzwi w studiu Dzień Dobry TVN, ale przede wszystkim mam coraz większy wpływ na zmianę świata, na której mi najbardziej zależy – dzięki temu, może uda się wywalczyć refundacje leku na SMA i bezpiecznie wylądować.

Więcej zdjęć i informacji nt. skoków znajdziesz na moich profilach:

Komentarze