Bezczelność Powiatowego Urzędu Pracy czasem nie ma granic.

O polskich urzędach mówi się dużo, często więcej złego niż dobrego. Ja, naiwny myślałem, że większość z tych rzeczy, to po prostu przesadzone historie nadwrażliwych ludzi, bądź ludzi nie rozumiejących tego jak działają przepisy. Niestety, to jednak ja byłem w błędzie o czym przekonałem się na własnej skórze.

Zacznijmy od początku, jako osoba z niepełnosprawnością postanowiłem założyć własną działalność gospodarczą po natrafieniu na informacje o możliwości otrzymania jednorazowej dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej przez osoby niepełnosprawne, którą to można uzyskać ze środków finansowych Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Więcej o dotacji przeczytasz tu: Jesteś Niepełnosprawny? Załóż Działalność Gospodarczą i Zyskaj Nawet 60 825,60zł Na Start!

Musisz się udać na pierwsze piętro, po schodach, jeżdżąc na wózku elektrycznym i nie mając do dyspozycji windy…

Nie wspomnę, że Powiatowy Urząd Pracy jest nie przystosowany dla osób poruszających się na wózku. Nie wspomnę też o tym, że żeby załatwić sprawę o mały włos nie musiałem wyciągnąć swojej magicznej różdżki niczym Harry Potter i teleportować się wraz z wózkiem na 1 piętro po schodach – wcale o tym nie mówię, bo to smutny standard szarej polskiej rzeczywistości mimo, że wszystkie budynki użyteczności publicznej powinny być ogólnodostępne dla wszystkich bez wyjątku.

Wiem już czemu kurczą się lasy deszczowe, a polska biurokracja kwitnie

Pominę fakt, że do zarejestrowania się jako osoba bezrobotna musiałem dostarczyć ponad 70 dokumentów, każdy był kserowany obustronnie i w dwóch kopiach! Od orzeczenia o niepełnosprawności, legitymację osoby niepełnosprawnej, dokumenty potwierdzający prawo do renty socjalnej, poprzez świadectwa pracy, dyplom ukończenia studiów wyższych wraz z indeksem (nie wiem po co?), poprzez kopię wszystkich uzyskanych certyfikatów i ukończonych szkoleń, aż po książeczkę wojskową.

Tak, będąc osobą poruszająca się na wózku od najmłodszych lat i z pierwszą grupą niepełnosprawności, zakwalifikowaną jako osoba niezdolna do samodzielnej egzystencji, to mimo tego chcieli mnie zaciągnąć do wojska – w sumie może byłoby to nawet fajne, ale podejrzewam, że mój rekordowy czas biegu na 100m byłby imponującym ZEREM, przez co stałbym się pośmiewiskiem nawet dla takiego ślimaka winniczka – cóż takie życie.

Wracając jednak do tematu, 70 dokumentów kserowanych obustronnie i drukowanych jednostronnie to 140 kartek formatu A4. Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że każdy dokument był kopiowany podwójnie, wówczas mamy 280 stron dokumentacji bez wliczania wniosków, oświadczeń, zgód na przetwarzanie danych osobowych czy potwierdzeń. Może się czepiam, ale naprawdę nie można zrobić dokumentacji elektronicznej? Było by łatwiej, prościej, ekologiczniej i taniej – przechowywanie dokumentacji papierowej jednak wymaga dużo większych nakładów pracy i finansów od samego kosztu sporządzenia dokumentacji, obsługi jej, przechowywania (zamykana szafa, miejsce przechowywania), aż po odpowiednie zabezpieczenia oraz każdorazowego wyciągnięcia dokumentacji – nie wspominając o jej wysyłce.

W 90 dni dookoła świata… A nie – przepraszam, tylko po decyzje…

Pominę również fakt, że otrzymanie dotacji w moim mieście okazało się niezwykle czasochłonną sprawą, która ociera się już o absurd niczym z filmów Bareji. Otóż, okazało się, że nie ma przewidzianych środków na ten cel w Powiatowym Urzędzie Pracy, przez co muszę napisać prośbę, o to żeby Urząd Pracy zwrócił się w moim imieniu do Urzędu Miasta, aby ten mógł przekazać sprawę do Prezydenta Miasta, by ten mógł zwrócić się do Wojewody, który z kolei może zgłosić zapotrzebowanie w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) o jednorazową dotację na rozpoczęcie Działalności Gospodarczej przez osobę niepełnosprawną.

Cała procedura zgłoszenia zapotrzebowania trwa 90 dni, czyli bite trzy miesiące, których nie ma jak obejść i podczas których nie wolno mi podjąć zatrudnienia aby nie stracić statusu osoby bezrobotnej, a tym samym szansy na uzyskanie dotacji – 3 miesiące będę się żywił powietrzem, a raczej naszym śląskim smogiem – całe szczęście, że jest tak gęsty, że można go kroić nożem.

Przeżyłem jako osoba niepełnosprawna wiele rzeczy, ale to mnie przeraziło swoją bezczelnością

Czekając 90 dni na decyzję na jednorazową dotację na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej i dzwoniąc raz w tygodniu z nadzieją w głosie „- Czy już wiadomo coś o dotacji?”, oraz późniejszych rozczarowaniach, że dalej biurokracyjna maszyna bawi się w wysyłanie pism Pocztą Polską między sobą. Po 97 dniach zadzwonił do mnie upragniony telefon z Powiatowego Urzędu Pracy, myślę w końcu się udało! Szybko odbieram telefon, który o mało nie wypada mi z ręki z emocji. Przesuwam zieloną słuchawkę palcem, przykładam telefon do ucha i duszę z siebie rozemocjonowanym głosem „- Hallo”. Po chwili po drugiej stronie odzywa się pani, przedstawia się, potwierdza, że dzwoni z Powiatowego Urzędu Pracy, a następnie mnie zabija mówiąc: „- Dzwonię z pytaniem, czy dalej jest pan zainteresowany tą dotacją, bo załatwiliśmy środki na jedną z Pana inicjatywy, ale mamy na nią już chętne kolejne 3 osoby.”

Na tym akapicie zakończę ten wpis bo obiecałem sobie, że nie będę publicznie przeklinał, a tylko słowa powszechnie uznawane za wulgarne i obelżywe są w stanie należycie oddać podsumowanie całej sytuacji. A najgorsze jest to, że to niestety nie jest jeszcze koniec moich utarczek z Powiatowym Urzędem Pracy i walki o jednorazową dotację na rozpoczęcie działalności gospodarczej, bo tu nagle okazuje się, że wewnętrzny regulamin dotacji autorstwa Powiatowego Urzędu Pracy mówi, że zakup firmowego smartfona nie można uwzględnić w dotacji, dlatego pytam Urzędniku – Czy naprawdę smartfon jest zbędny osobie niepełnosprawnej prowadzącej firmę?

Łukasz Kufta

Jestem facetem ze Śląska, który nie boi się rzeczywistości. Nie jestem podatny na środowisko. To JA je tworzę. Jestem młodym przedsiębiorcą, człowiekiem z IT, skoczkiem spadochronowym i osobą niepełnosprawną, której osiągnięcia są połączeniem marzeń i determinacji. Przypadek dla mnie nie istnieje, a szczęście, które znam, to te, które jest efektem mojej ciężkiej pracy.

You May Also Like

Największe absurdy polskiej biurokracji – z czym muszą zmierzyć się nowi przedsiębiorcy?

Urzędniku – Czy naprawdę smartfon jest zbędny osobie niepełnosprawnej prowadzącej firmę?

Druga wizyta w Powiatowym Urzędzie Pracy i złe wieści

Pierwsza wizyta w Państwowym Urzędzie Pracy po 6 latach